|

Sankcja Kredytu Darmowego – banki grają w szachy z Trybunałem! Jednak tej wojny wygrać nie mogą?

Bankowe szachy mają swoje reguły. Kiedy grozi ci mat, poświęcasz figurę. Kiedy sąd w Łodzi zagroził bankom przegraną na całym froncie sankcji kredytu darmowego, Santander Bank Polska wykonał klasyczny ruch obronny: poddał partię, zanim Trybunał zdążył ogłosić wyrok. I co ciekawe — zadziałało.

Sprawa, której nie będzie — i dlaczego to ma ogromne znaczenie

5 marca 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał postanowienie o umorzeniu sprawy C-566/24. Brzmi technicznie. Konsekwencje są jednak zupełnie nie-techniczne: setki tysięcy kredytobiorców posiadających kredyty konsumenckie straci — przynajmniej na razie — szansę na jednoznaczną unijną wykładnię sankcji kredytu darmowego (SKD).

Sprawa zaczęła się od umowy kredytowej z 2021 roku i pozornie banalnego zarzutu: bank obliczył odsetki nie tylko od kwoty rzeczywiście wypłaconej konsumentowi, ale od całości podstawy — a więc również od prowizji, którą sam sobie doliczył do kapitału. To mechanizm dobrze znany prawnikom zajmującym się SKD. Kredytobiorca po dwóch latach powołał się na art. 45 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim i dokonał cesji roszczeń na rzecz firmy. Ta spółka pozwała Santander Bank Polska o około 11 tysięcy złotych.

Kwota nieduża. Ale łódzki sąd rejonowy dostrzegł w tej sprawie coś więcej niż zwykły spór o kilka tysięcy złotych — i zamiast po prostu orzec, postanowił zadać aż siedem pytań prejudycjalnych do Luksemburga. Na odpowiedzi czekał cały rynek finansowy.

Siedem pytań, które mogły zmienić oblicze SKD w Polsce

Znaczenie pytań prejudycjalnych z Łodzi dostrzegł między innymi Rzecznik Finansowy dr Michał Ziemiak, który w grudniu 2025 roku wydał specjalne oświadczenie ogólne w sprawach SKD. Dwie kwestie interesowały go szczególnie: naliczanie odsetek od prowizji oraz sposób liczenia rocznego terminu na skorzystanie z sankcji kredytu darmowego.

Rzecznik zajął stanowisko korzystne dla konsumentów: jego zdaniem roczny termin z art. 45 ust. 5 ustawy o kredycie konsumenckim zaczyna biec dopiero od momentu, gdy obie strony wykonają umowę — a więc najczęściej od dnia spłaty kredytu przez konsumenta, nie od daty wypłaty środków przez bank. To wykładnia mająca gigantyczne praktyczne znaczenie: otwiera furtkę do dochodzenia roszczeń przez kredytobiorców, którzy dotychczas obawiali się, że termin im już upłynął.

Gdyby TSUE potwierdził takie rozumienie przepisów — fala pozwów konsumenckich byłaby nieuchronna. I właśnie dlatego banki nie mogły pozwolić sobie na wyrok w tej sprawie.

Uznanie powództwa jako broń procesowa — eleganckie, choć niejednoznaczne

W styczniu 2025 roku prawnicy Santander Bank Polska uznali łódzkie powództwo w całości. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak kapitulacja. W rzeczywistości był to ruch wykalkulowany co do milimetra: uznanie powództwa automatycznie kończy spór między stronami, a co za tym idzie — powinno uczynić pytania prejudycjalne bezprzedmiotowymi i zmusić Trybunał do umorzenia postępowania.

Sąd rejonowy w Łodzi nie dał się jednak tak łatwo rozegrać. Powołał się na art. 213 § 2 k.p.c., który pozwala sądowi nie uwzględnić uznania powództwa, jeśli jest ono sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierza do obejścia prawa. Sąd wprost poinformował TSUE, że uznanie przez bank powództwa może być próbą uniemożliwienia Trybunałowi zajęcia stanowiska — a to należałoby ocenić jako działanie sprzeczne z fundamentami systemu prawa unijnego i krajowego.

TSUE jednak podszedł do sprawy ściśle proceduralnie. W uzasadnieniu postanowienia wskazał, że odesłanie prejudycjalne nie służy wydawaniu opinii doradczych w hipotetycznych sprawach, lecz ma za zadanie skuteczne rozstrzygnięcie konkretnego sporu. Skoro bank uznał powództwo, a sąd odsyłający nie wyjaśnił precyzyjnie, w jaki sposób odpowiedź na pytania miałaby wpłynąć na ocenę tej konkretnej sytuacji — Trybunał umorzył postępowanie.

Z perspektywy banków to strategia godna najlepszych graczy: ponosisz koszt jednego przegranego procesu (w tym przypadku 11 tysięcy złotych), ale unikasz precedensu, który mógłby kosztować sektor finansowy miliardy. Paradoks tej taktyki jest jednak uderzający: te same banki publicznie przekonują, że umowy konsumenckie są perfekcyjnie skonstruowane i zgodne z prawem. Gdyby naprawdę tak uważały — nie miałyby powodów do ucieczki przed trybunalską wykładnią.

Kwiecień 2026: Luksemburg nie zasypia

Umorzenie C-566/24 nie oznacza hibernacji SKD na unijnej wokandzie. Wręcz przeciwnie — kwiecień 2026 zapowiada się jako gorący miesiąc dla całego środowiska prawnego zajmującego się sporami konsumentów z bankami.

23 kwietnia 2026 r. — wyrok TSUE w sprawie C-744/24

Sąd Rejonowy we Włodawie zadał Trybunałowi pytanie, które w istocie pokrywa się z problemem łódzkiego procesu: czy prawidłowe jest naliczanie odsetek od kwot, które nie zostały faktycznie wypłacone konsumentowi, lecz stanowią pozaodsetkowe koszty kredytu — takie jak prowizja czy inne opłaty. Innymi słowy: czy bank może pobierać oprocentowanie od pieniędzy, których konsument nigdy nie otrzymał do dyspozycji?

Jeśli TSUE uzna taką praktykę za niedopuszczalną, konsekwencje dla sektora finansowego mogą być bardzo daleko idące: zdecydowana większość polskich umów kredytowych zawiera kredytowane koszty prowizji. Z dnia na dzień jeden zarzut formalny stałby się podstawą roszczeń dziesiątek tysięcy kredytobiorców. To właśnie dlatego mec. Bochenek z kancelarii Bochenek, Ciesielski i Wspólnicy nazywa C-744/24 kwestią, od której zależy los głównego zarzutu stawianego bankom w sporach o SKD.

16 kwietnia 2026 r. — wyrok TSUE w sprawie C-753/24 (frankowicze)

To sprawa o innym charakterze, ale równie ważna systemowo. Trybunał odpowie na pytanie, czy dyrektywa 93/13/EWG pozwala sądom krajowym uwzględniać przedawnione roszczenia banku przeciwko konsumentowi ze względu na słuszność lub zasady współżycia społecznego. Dla kredytobiorców frankowych, którzy w ramach obrony podnoszą zarzut przedawnienia roszczeń banku o zwrot kapitału, może być to rozstrzygnięcie o kluczowym znaczeniu.

SKD — problem, który nie zniknie sam z siebie

Sankcja kredytu darmowego to mechanizm przewidziany w art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim, który pozwala konsumentowi — gdy bank naruszy obowiązki informacyjne lub formalne — spłacać zobowiązanie bez odsetek i bez prowizji. Wielu krytyków traktowało ten instrument jako furtkę dla podmiotów skupujących roszczenia. Jednak w praktyce orzeczniczej coraz wyraźniej widać, że wiele polskich banków rzeczywiście popełniało powtarzalne i uchwytne błędy formalne: od nieprawidłowego RRSO i błędnie wyliczonej całkowitej kwoty kredytu, aż po właśnie omawiane odsetki pobierane od prowizji.

Sąd Najwyższy zawiesił postępowanie III CZP 15/25, czekając na stanowisko Luksemburga. I wygląda na to, że poczeka nieco dłużej.

Bankowa taktyka umarzania spraw przez uznawanie powództw ma jednak jedną zasadniczą słabość: jest możliwa tylko tam, gdzie chodzi o konkretne roszczenie pieniężne między dwiema stronami. Pytania prejudycjalne trafiają do TSUE z wielu różnych sądów, o różnych stanach faktycznych. Sprawa C-744/24 ze Włodawy jest tego dowodem: te same problemy wróciły inną drogą, przez inne drzwi.

Co z tego wynika dla konsumentów?

Jeśli posiadasz kredyt konsumencki — gotówkowy, ratalny, pożyczkę lub kartę kredytową z prowizją — warto przyjrzeć się swojej umowie pod kątem kilku kluczowych kwestii:

  • Czy odsetki były naliczane od całkowitej kwoty wraz z prowizją, a nie tylko od kwoty rzeczywiście wypłaconej?
  • Czy w umowie prawidłowo podano RRSO i całkowitą kwotę do zapłaty?
  • Czy roczny termin na skorzystanie z SKD jeszcze nie upłynął — licząc go od daty spłaty kredytu, zgodnie z wykładnią Rzecznika Finansowego?

Wyrok TSUE w sprawie C-744/24, spodziewany 23 kwietnia 2026 roku, może fundamentalnie zmienić układ sił. Jeśli Trybunał wyraźnie zakwestionuje praktykę odsetkowania prowizji — skutki finansowe dla banków będą trudne do przecenienia. Dla konsumentów oznaczałoby to bardzo konkretne pieniądze do odzyskania.

Podsumowanie: remis, nie klęska — ale gra trwa

Umorzenie sprawy C-566/24 to taktyczny sukces sektora bankowego. Nie pierwszy i nie ostatni. Banki nauczyły się od spraw frankowych jednej ważnej lekcji: w sporach systemowych liczy się nie tylko wygrywanie konkretnych procesów, ale przede wszystkim kontrolowanie tempa i kierunku orzecznictwa.

Problem polega na tym, że pytań prejudycjalnych o SKD jest w TSUE kilkanaście — z różnych sądów, o różnych stanach faktycznych i różnych stronach procesowych. Strategia gaszenia pożarów przez poświęcanie kolejnych spraw ma swoje granice budżetowe i wizerunkowe. A wyrok z Włodawy zaplanowany na 23 kwietnia może okazać się tym momentem, kiedy banki dowiedzą się, że nie wystarczy poświęcić jednej figury, by ocalić grę.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *