|

Wady WIBOR i konflikt interesów banków? Konsekwencje orzeczeń TSUE dla kredytów PLN i kredytobiorców 2026

WIBOR, czyli referencyjna stopa procentowa dla większości kredytów złotowych, od miesięcy znajduje się w centrum sporów sądowych i publicznych debat. Choć organy nadzorcze nie stwierdziły formalnie manipulacji przy wyznaczaniu WIBOR, nie oznacza to wcale, że wskaźnik ten jest rynkowy, stabilny i transparentny. Wręcz przeciwnie – ujawniono szereg systemowych wad mechanizmu WIBOR, które podważają jego wiarygodność jako obiektywnego miernika ceny pieniądza. Dodatkowo wskazywany jest konflikt interesów – banki mogły mieć finansową pokusę zawyżania stawek WIBOR kosztem klientów. W takiej atmosferze Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) wydał opinię Rzecznika Generalnego wskazującą, że polskie sądy mogą badać klauzule dotyczące WIBOR pod kątem informacyjnym, choć sam indeks jako taki ma pozostać poza ich kontrolą. Poniżej analizujemy, co to oznacza dla tysięcy trwających już procesów przeciw bankom, przedstawiamy najważniejsze argumenty podważające WIBOR w umowach kredytowych oraz przewidujemy, jak opinia TSUE (a następnie wyrok TSUE) wpłynie na przyszłe wyroki, strategię banków, sytuację kredytobiorców i funkcjonowanie rynku finansowego.

Brak manipulacji ≠ rynkowy i transparentny WIBOR

Obrońcy status quo argumentują, że skoro Najwyższa Izba Kontroli (NIK), Komisja Nadzoru Finansowego ani Narodowy Bank Polski (NBP) nie wykryły oficjalnie zmowy ani manipulacji stawką WIBOR, to nie ma podstaw kwestionować jego rynkowości. Takie myślenie jest jednak mylące. Brak dowodu manipulacji nie oznacza automatycznie, że mechanizm ustalania WIBOR był wolny od poważnych wad lub w pełni odpowiadał realiom rynku – wskaźnik wcale nie musi być „sfałszowany”, by funkcjonować w sposób systemowo wadliwy. Innymi słowy, referencyjna stopa procentowa może nie być formalnie „manipulowana”, a jednocześnie działać niereprezentatywnie, oderwana od realnego rynku i obarczona konfliktem interesów.

WIBOR ma szereg fundamentalnych mankamentów konstrukcyjnych, które podważają jego legitymację jako rynkowego punktu odniesienia. Do najważniejszych należą:

  • Oderwanie od faktycznych transakcji: WIBOR miał mierzyć cenę pieniądza na rynku międzybankowym, tymczasem w okresach spadku płynności coraz bardziej opierał się na deklaracjach banków, zamiast na rzeczywistych transakcjach. W czasie kryzysu płynności 2011–2012 banki nie tylko nie zawierały między sobą umów po takich stawkach, ale często nawet nie były skłonne ich zawierać – panel WIBOR oderwał się od realiów, które miał odwzorowywać. Innymi słowy, gdy rynek realny zamierał, WIBOR dalej żył własnym życiem na papierze, co podważa jego wartość informacyjną.

 

  • Brak egzekwowania kwotowań: Teoretycznie każdy bank panelowy miał obowiązek zawrzeć transakcję po stawce, jaką zgłosił do fixingu. W praktyce jednak nie przestrzegano tej zasady – już w 2012 r. raport NBP sygnalizował, że kilka banków uchylało się od zawierania transakcji po publikacji fixingu. Jeśli uczestnicy panelu nie realizują własnych ofert, mechanizm przestaje być egzekwowalny. Taka sytuacja powoduje, że WIBOR staje się konstrukcją deklaratywną, oderwaną od realnego obrotu. W efekcie nie można go uznawać za rzeczywistą miarę rynku, a raczej za wartość ustalaną umownie bez pokrycia w natychmiastowej możliwości handlu.

 

  • Spóźniona „transakcyjność” i zmiany metodologii: Dopiero od lutego 2020 r., po latach funkcjonowania indeksu, wprowadzono do regulaminu tzw. kaskadę danych zgodną z unijnym rozporządzeniem BMR. W teorii miało to zwiększyć oparcie stawek na faktycznych transakcjach (lub ich substytutach). Jednak nie można przykładać standardów z 2020 r. do wcześniejszej praktyki – WIBOR przez dekady nie spełniał współczesnych wymogów transakcyjności. Co więcej, nawet obecna metodologia budzi zastrzeżenia: skoro na bazowym rynku międzybankowym przez długie okresy nie dochodzi praktycznie do żadnych transakcji, to posiłkowanie się danymi zastępczymi, powiązanymi rynkami czy modelami eksperckimi nie przywraca prawdziwej transakcyjności, a jedynie tworzy jej pozór. Innymi słowy, WIBOR był i jest w dużej mierze wartością modelowaną, a nie czysto rynkową.

WIBOR jako mechanizm przez lata cierpiał na systemowe wady – brak realnego rynku w tle, nieprzestrzeganie własnych reguł przez banki panelowe oraz dostosowanie zasad działania dopiero post factum (w 2020 r.). Żaden z tych problemów nie jest równoznaczny z „manipulacją” w sensie prawnym, ale razem składają się na obraz wskaźnika, który trudno uznać za w pełni rynkowy, stabilny czy przejrzysty. Brak dowodu celowej zmowy nie może zatem zamykać dyskusji – pytanie brzmi, czy WIBOR faktycznie odzwierciedlał koszt pieniądza na rynku, zwłaszcza w okresie gdy stał się podstawą zobowiązań setek tysięcy kredytobiorców. Wszystko wskazuje, że nie spełniał tej roli właściwie.

Konflikt interesów: czy bankom opłacało się zawyżać WIBOR?

Wątpliwości co do WIBOR dotyczą nie tylko jego konstrukcji, ale też motywacji ekonomicznych banków, które go tworzyły. Jeśli banki mają przewagę aktywów oprocentowanych stawką WIBOR nad pasywami opartymi o ten wskaźnik, to rosnący WIBOR działa na ich korzyść. I rzeczywiście, analizy NBP wykazały znaczącą dysproporcję: w 2013 r. aktywa polskich banków powiązane z WIBOR-em wynosiły ok. 450 mld zł, podczas gdy odpowiadające im pasywa jedynie ok. 100 mld zł. Wniosek był oczywisty: „część banków mogłaby mieć pokusę, aby sztucznie zawyżać te stawki” – zauważyli eksperci NBP, Przemysław Sobolewski i Bartosz Tymoczko. Nie jest to teoria spiskowa, lecz klasyczny przykład konfliktu interesów: bank zarabia na wyższych odsetkach od kredytów więcej, niż traci na ewentualnie wyższych odsetkach od części depozytów.

Już ponad dekadę temu sygnały ostrzegawcze płynęły z samego banku centralnego. Witold Koziński, ówczesny wiceprezes NBP, w 2012 r. zwracał uwagę, że trzymiesięczny i sześciomiesięczny WIBOR rosną mimo braku zmian stóp procentowych NBP – w ciągu pół roku urosły o ok. 0,5 punktu procentowego, choć Rada Polityki Pieniężnej utrzymywała stopy na stałym poziomie. Koziński wskazał nawet wprost: „NBP ma hipotezę, że część banków komercyjnych jest zainteresowana tym, aby 3-miesięczny WIBOR rósł, żeby uzyskać lepszą wycenę udzielanych kredytów”. Innymi słowy, banki mogły celowo windować stawki WIBOR powyżej poziomu uzasadnionego polityką pieniężną, aby zwiększyć własne zyski z odsetek od kredytów. Tego typu zjawisko Koziński nazwał „uniezależnianiem się banków od polityki pieniężnej” – wzrost WIBOR oderwany od stóp NBP świadczy o próbie wyznaczania wyższej ceny pieniądza samodzielnie przez sektor bankowy.

Konflikt interesów jest zatem ewidentny: skoro sektor bankowy korzysta finansowo na wyższym WIBOR-ze, istniała pokusa, by utrzymywać go na podwyższonym poziomie. Dla kredytobiorców oznaczało to oczywiście wyższy koszt kredytu. Każdy dodatkowy punkt bazowy (0,01 pp) WIBOR to realnie wyższa rata – w skali całego portfela kredytów hipotecznych wzrost o choćby 0,5 pp przekładał się na setki milionów złotych ekstra odsetek rocznie płaconych przez konsumentów.

W okresach relatywnie stabilnych stóp NBP, WIBOR potrafił jednak „życzyć sobie” więcej, niż wynikałoby z czystej kalkulacji rynkowej. Tysiące kredytobiorców, nieświadomych tych mechanizmów, płaciło zawyżone odsetki, które zasilały wyniki finansowe banków. To tłumaczy, dlaczego sprawa WIBOR-u stała się przedmiotem pozwów – klienci słusznie pytają, czy indeks kształtowany w takim układzie bodźców można uznać za rzetelny i uczciwy.

Głosy z instytucji: NIK, NBP i Deutsche Bank ostrzegają przed wadami WIBOR

Krytyczne opinie na temat WIBOR nie pochodzą wyłącznie od prawników reprezentujących kredytobiorców. Najwyższa Izba Kontroli, Narodowy Bank Polski oraz nawet uczestnicy rynku bankowego od dawna sygnalizowali problemy strukturalne tego wskaźnika.

  • Raport NIK z 2024 r.: Kontrola NIK dotycząca nadzoru nad WIBOR-em i wdrożenia rozporządzenia BMR nie wykazała formalnych dowodów manipulacji stawką, ale ujawniła niepokojące odchylenia. W raporcie wskazano m.in., że kwotowania części banków istotnie odbiegały od stopy referencyjnej NBP. NIK użyła wprawdzie terminu „zawyżanie” jedynie w kontekście relacji WIBOR 3M do stóp NBP, nie nazywając tego wprost manipulacją, jednak sama obserwacja takich odchyleń jest sygnałem ostrzegawczym. Mechanizm fixingu wykazywał zmiany wymagające oceny – państwowy audytor zakwestionował reprezentatywność wskaźnika. Mówiąc prościej, NIK zasugerowała, że WIBOR niekoniecznie odzwierciedlał obiektywnie realia rynkowe, skoro notowane stawki bywały wyraźnie wyższe od oczekiwanych (np. od poziomu stóp banku centralnego).

 

  • Stanowisko NBP: Poza wspomnianą wyżej wypowiedzią wiceprezesa Kozińskiego, również inne głosy z NBP wskazywały na problemy z WIBOR. W 2012 r. ACI Polska (organizacja dealerska) alarmowała NBP o przypadkach nieprzestrzegania przez banki obowiązku zawierania transakcji po stawkach z fixingu, co zmusiło do szybkiej zmiany regulaminu w celu ratowania wiarygodności stawek. To pokazuje, że już ponad 10 lat temu dostrzeżono instytucjonalną słabość panelu WIBOR. Co istotne, NBP nie bagatelizował też kwestii bodźców ekonomicznych: Koziński jawnie mówił o interesie banków we wzroście WIBOR (patrz wyżej), a analitycy NBP wyliczyli skalę tej pokusy (proporcja 450 mld do 100 mld zł aktywów vs pasywów). Innymi słowy, bank centralny instytucjonalnie dostrzegał problem – mechanizm fixingu nie był wolny od czynników sprzyjających zawyżaniu stawek.

 

  • Deutsche Bank Polska: Jedno z najbardziej wymownych świadectw wad konstrukcyjnych WIBOR pochodzi od samego uczestnika panelu. Dr Krzysztof Kalicki, długoletni prezes Deutsche Bank Polska, wytłumaczył w 2012 r., dlaczego jego bank wycofał się z fixingu WIBOR. Przyznał otwarcie, że „regulamin powstał w zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej, prawnej i rynkowej i wymaga dostosowania. W warunkach post-Lehman’owych nie byliśmy w stanie wszystkich zapisów tego regulaminu spełnić”. Innymi słowy, zasady ustalania WIBOR były oderwane od realiów rynkowych do tego stopnia, że duży bank komercyjny nie był w stanie ich dotrzymać. To nie incydentalne uchybienie – Kalicki de facto wskazał na systemową wadę konstrukcji wskaźnika. W tamtym okresie z panelu WIBOR zaczęły rezygnować także inne banki, i to nie w spokojnych okolicznościach, lecz na tle rosnących wątpliwości co do wiarygodności fixingu. Jeden z uczestników został nawet wykluczony za odmowę podporządkowania się procedurom kontrolnym wymaganym od panelistów. To wszystko potwierdza, że mechanizm, który miał stanowić stabilny fundament rynku finansowego, w praktyce okazał się instytucjonalnie kruchy. Jeżeli banki same wycofywały się lub były usuwane z fixingu z powodu niespełniania zasad, to trudno mówić, że WIBOR funkcjonował wzorowo.

Głosy te – z NIK, z NBP i z sektora bankowego – malują spójny obraz: WIBOR od dawna borykał się z poważnymi dysfunkcjami, które do niedawna pozostawały poza szerszą świadomością społeczną. Teraz jednak wiedza ta przenika na sale sądowe, wspierając argumenty kredytobiorców w sporach z bankami.

Opinia TSUE: sąd oceni informacyjność klauzul WIBOR, nie sam wskaźnik

W kontekście powyższych zarzutów kluczowe znaczenie ma opinia Rzecznika Generalnego TSUE Laili Mediny z 11 września 2025 r., wydana w sprawie pytania prejudycjalnego Sądu Okręgowego w Częstochowie (sygn. C-471/24). Opinia ta wyjaśnia, co dokładnie mogą badać polskie sądy w sprawach dotyczących kredytów opartych o WIBOR. Wbrew obawom banków nie jest tak, że umowy WIBOR-owe są całkowicie „nietykalne” – ale z drugiej strony TSUE nie daje zielonego światła do podważania samego wskaźnika jako takiego.

Rzecznik Generalny jednoznacznie stwierdził, że sąd krajowy nie może oceniać ani samego wskaźnika referencyjnego WIBOR, ani metod jego ustalania w ramach kontroli abuzywności postanowień umownych. Innymi słowy, polski sąd nie rozstrzygnie, czy formuła wyliczania WIBOR jest prawidłowa albo czy wskaźnik powinien mieć inną wartość – te kwestie zastrzeżono dla regulatorów i nadzorców w ramach unijnego rozporządzenia BMR (Benchmark Regulation). TSUE obawia się, że pozwolenie sędziom na weryfikowanie sposobu ustalania kluczowych indeksów pod kątem uczciwości mogłoby podważyć specjalny system nadzoru nad wskaźnikami referencyjnymi stworzony przez unijnego prawodawcę. Jeśli Trybunał potwierdzi stanowisko Rzecznika, próby bezpośredniego kwestionowania WIBOR-u jako takiego (np. argumenty, że „WIBOR jest nierynkowy, więc umowę trzeba unieważnić”) będą co do zasady niedopuszczalne w oparciu o dyrektywę 93/13/EWG o klauzulach abuzywnych.

Jednocześnie jednak TSUE akcentuje rolę sądów w kontroli przejrzystości i rzetelności zapisów umownych odwołujących się do WIBOR. To klauzule zawarte w umowie – a dokładniej sposób, w jaki opisano w nich mechanizm zmiennego oprocentowania – mogą (i powinny) podlegać ocenie pod kątem ochrony konsumenta. Rzecznik Generalny wyraźnie zaznaczył, że polskie sądy mają prawo, a nawet obowiązek zbadać, czy zapisy umowy odsyłające do stawki WIBOR spełniają wymogi jasności i zrozumiałości oraz czy nie naruszają interesów konsumenta. Innymi słowy, choć sam wskaźnik jest „chroniony” regulacjami, to sposób włączenia go do umowy podlega pełnej kontroli sądowej.

Co to oznacza w praktyce?

Sądy muszą sprawdzić przede wszystkim, czy bank dopełnił wobec konsumenta obowiązków informacyjnych związanych z WIBOR-em. Według TSUE konsument powinien zostać rzetelnie poinformowany m.in. kto administruje WIBOR-em, w jaki sposób jest on wyznaczany oraz jakie ryzyko wiąże się z jego zmiennością. Informacje te muszą być przedstawione jasno i zrozumiale, tak aby przeciętny klient mógł ocenić konsekwencje ekonomiczne – np. oszacować, jak może zmienić się całkowity koszt kredytu w zależności od wahań wskaźnika. Co więcej, sposób prezentacji informacji nie może zniekształcać rzeczywistego charakteru indeksu – bank nie może sugerować, że WIBOR to stała, pewna wartość, jeśli w istocie jest zmienny i obarczony niepewnością.

Jeżeli sąd stwierdzi, że klauzula zmiennego oprocentowania oparta o WIBOR nie została sformułowana w sposób przejrzysty dla konsumenta, to może uznać ją za nieuczciwą (abuzywną). Opinia Rzecznika TSUE daje silne podstawy prawne do uznawania klauzul WIBOR-owych za nieuczciwe, gdy banki nie dopełniły obowiązków informacyjnych. W praktyce otwiera to kredytobiorcom realną ścieżkę dochodzenia swoich praw – w szczególności usunięcia z umowy klauzuli odwołującej się do WIBOR-u (co skutkuje pozostawieniem samej marży banku jako oprocentowania) lub wręcz unieważnienia całej umowy kredytu. Oczywiście każde rozstrzygnięcie będzie zależało od okoliczności konkretnej sprawy, ale TSUE wyraźnie sygnalizuje, że argumentacja banków, jakoby klauzule WIBOR były poza kontrolą sądów (bo „wynikają z prawa” czy „są obiektywne”), jest błędna.

Nadchodzi więc zmiana paradygmatu: to, co do tej pory banki przedstawiały jako nienaruszalny element umowy, teraz zostanie wzięte pod lupę – choć kluczem nie będzie sam poziom indeksu, lecz transparentność i uczciwość umowy w momencie jej zawarcia.

Warto podkreślić, że TSUE (ani Rzecznik Generalny) nie rozstrzygają indywidualnych sporów, a jedynie wykładają prawo. Ostateczne zastosowanie tych wytycznych należy do sądów krajowych. Jednak spodziewany w pierwszym kwartale 2026 r. wyrok TSUE, jeśli potwierdzi powyższe tezy, stanie się wiążącą wykładnią. Dla tysięcy trwających już procesów oznacza to zapewne korektę strategii – mniejsze skupienie na podważaniu samego indeksu WIBOR jako „nierzeczywistego”, a większe na wykazaniu braku przejrzystości umowy i naruszenia interesów konsumenta poprzez niedoinformowanie go o ryzyku zmiennej stopy. Sądy nie będą mogły „naprawić” WIBOR-u ani orzec, jaka powinna być jego wartość, ale będą mogły wyeliminować z umowy klauzulę odsyłającą do WIBOR, jeżeli dojdą do wniosku, że klient tak naprawdę nie był świadomy, co podpisuje.

Wadliwa konstrukcja WIBOR jako podstawa do wyrugowania go z umów kredytowych

Pozostaje kluczowe pytanie: skoro mechanizm WIBOR okazał się wadliwy i potencjalnie krzywdzący dla konsumentów, to czy same umowy kredytowe o zmiennym oprocentowaniu mogą się ostać? Innymi słowy, czy wadliwość wskaźnika referencyjnego stanowi podstawę do zakwestionowania ważności (bądź obowiązywania) klauzuli odsetkowej w kredycie?

Argumentacja prawna w tym zakresie opiera się na zarzucie, że wadliwy fundament oprocentowania podważa całą konstrukcję umowy. Nawet gdyby założyć, czysto hipotetycznie, że bank dochował wszelkich wymogów informacyjnych, a sama klauzula oprocentowania zmiennego została sformułowana poprawnie od strony językowej – to i tak wprowadzenie do umowy wskaźnika, którego mechanizm ustalania w praktyce nie był przestrzegany przez uczestników rynku, godzi w istotę uzgodnionego oprocentowania.

Nie można bowiem uznać za rynkową i reprezentatywną stawki, której własne reguły gry były notorycznie naruszane przez podmioty mające ją współtworzyć. Taka sytuacja przekreśla możliwość traktowania WIBOR jako obiektywnego miernika ceny pieniądza, a tym samym rodzi fundamentalne wątpliwości co do skuteczności inkorporowania go do umów kredytowych jako elementu determinującego wysokość świadczenia konsumenta. Krótko mówiąc, jeśli podstawa oprocentowania okazuje się konstrukcyjnie wadliwa, to nie jest to błahy „szczegół techniczny”, lecz wada mogąca wpływać na utrzymanie całego mechanizmu umownego.

Z perspektywy prawa konsumenckiego oznacza to, że wadliwość WIBOR-u może czynić klauzulę zmiennego oprocentowania abuzywną nie tylko ze względu na brak przejrzystości, ale także ze względu na sprzeczność z dobrymi obyczajami i rażące naruszenie interesów konsumenta.

Bank, oferując kredyt oparty o wskaźnik, który de facto nie działał tak, jak przedstawiano (bo np. nie opierał się na realnym rynku albo banki samowolnie uchylały się od jego reguł), przerzucił na klienta ryzyko o zupełnie innym charakterze, niż klient mógł rozsądnie zakładać. Kredytobiorca zaciągając dług godzi się na zmienność oprocentowania według pewnych reguł gry – ale jeśli te reguły były iluzoryczne lub fikcyjne, to można argumentować, że świadczenie konsumenta zostało określone w sposób sprzeczny z wymogiem uczciwości kontraktowej.

Sąd Najwyższy w wyrokach frankowych podkreślał, że ocena abuzywności obejmuje nie tylko język klauzuli, ale i okoliczności towarzyszące zawarciu umowy oraz skutki ekonomiczne dla konsumenta. Gdy zastosowany mechanizm indeksacji/oprocentowania zniekształca równowagę kontraktową na niekorzyść słabszej strony, powinien zostać wyeliminowany z umowy.

W praktyce polskie sądy już zaczynają podążać tym tropem. Pojawiają się orzeczenia, w których usunięcie WIBOR z umowy kredytu staje się faktem – przykładem jest wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie z grudnia 2025 r., gdzie sąd „wyrzucił” WIBOR z umowy i zasądził kredytobiorcy zwrot części zapłaconych odsetek (uznając, że po odjęciu WIBOR-u umowa wciąż może funkcjonować na samej marży). Inne sądy mogą pójść dalej i stwierdzić nieważność całej umowy, zwłaszcza jeśli uznają, że bez wskaźnika WIBOR kontrakt traci ekonomiczny sens dla banku. Tak czy inaczej, wadliwy WIBOR nie powinien pozostać „nietykalny” w obrocie prawnym tylko dlatego, że jest elementem głównego świadczenia. Jeżeli dowiedziono, że ten element nie spełniał swojej funkcji, to zgodnie z dyrektywą 93/13 należy chronić konsumenta przed jego skutkami.

Przyszłość po opinii TSUE: skutki dla sądów, banków, kredytobiorców i rynku finansowego

Opinia TSUE oraz toczące się postępowania rodzą pytanie: co dalej? Jakie konsekwencje może mieć spodziewany wyrok Trybunału i cała debata wokół WIBOR-u dla różnych uczestników rynku? Poniżej przedstawiamy kilka prognoz:

  • Dla orzecznictwa w Polsce: Wyrok TSUE (12 lutego 2026 r.) prawdopodobnie potwierdzi konieczność badania przez sądy klauzul WIBOR-owych pod kątem transparentności. To oznacza rewolucję w podejściu polskiego wymiaru sprawiedliwości do tych sporów. Z dużym prawdopodobieństwem Trybunał podzieli stanowisko Rzecznika Generalnego, co raz na zawsze utnie argument banków, że skoro WIBOR jest „ustawowy” i nadzorowany, to umowy z WIBOR-em są poza kontrolą sądu. Polscy sędziowie zyskają wyraźne wytyczne, że mają prawo i obowiązek wnikliwie analizować, czy konsument został należycie poinformowany o naturze wskaźnika i ryzyku z nim związanym. Można się spodziewać, że po wyroku TSUE linia orzecznicza w Polsce ujednolici się na korzyść konsumentów tam, gdzie umowy okażą się nieprzejrzyste. Oczywiście każdy przypadek będzie wymagał indywidualnej analizy, ale spodziewany jest lawinowy wzrost wyroków usuwających WIBOR z umów lub unieważniających kredyty. Porównuje się to wręcz do sytuacji frankowiczów sprzed kilku lat – konsekwencje mogą być podobnie przełomowe.

 

  • Dla banków: Sektor bankowy stoi przed poważnym wyzwaniem i będzie musiał dostosować strategię. Po pierwsze, można oczekiwać zwiększenia rezerw finansowych na ryzyko prawne związane z kredytami złotowymi (podobnie jak robiono to przy kredytach frankowych). Banki mogą także zmienić podejście procesowe – zamiast twardej obrony „WIBOR jest nietykalny”, skupią się na wykazywaniu, że jednak informowały klientów należycie (choć wielu kredytobiorców twierdzi, że tak nie było). Niewykluczone są próby polubownego załatwiania sporów: już teraz niektóre banki proponują klientom przejście na stałe oprocentowanie lub obniżenie marży w zamian za rezygnację z roszczeń. Po wyroku TSUE takie oferty ugodowe mogą stać się powszechniejsze – banki zechcą ograniczyć straty wizerunkowe i finansowe. Jednocześnie zapewne nasilą lobbying u regulatorów, by wydłużyć proces odchodzenia od WIBOR (co już się dzieje – o czym niżej) i by ewentualnie ustawowo uregulować skutki unieważnień (np. poprzez rozwiązania typu „sankcja kredytu darmowego” znana z ustawy antyspreadowej). Trzeba też pamiętać, że banki od lat przygotowują się do zastąpienia WIBOR-u nowym wskaźnikiem. Reforma ta pierwotnie miała zakończyć się z końcem 2024 r., lecz termin przesunięto na koniec 2027 r. dla istniejących umów. Jednak masowe wyroki sądowe mogą ten scenariusz skomplikować – jeśli bowiem WIBOR zostanie usunięty z wielu umów przed ustawową konwersją na WIRON, banki staną przed dylematem, jak rozliczać takie kontrakty i jakie oprocentowanie stosować interim. Niewykluczone więc, że banki będą forsować ustawowe rozwiązania przyspieszające konwersję lub określające zasady oprocentowania po usunięciu WIBOR (np. samo O/N WIRON plus marża).

 

  • Dla kredytobiorców: Kredytobiorcy złotowi z WIBOR-em – dotąd w cieniu bardziej medialnych „frankowiczów” – mogą stać się kolejną grupą, która masowo skorzysta z ochrony konsumenckiej. Spodziewany jest wzrost liczby pozwów składanych przez klientów, zwłaszcza jeśli pierwsze miesiące po wyroku TSUE przyniosą im korzystne rozstrzygnięcia. Dla wielu gospodarstw domowych może to oznaczać realną ulgę finansową: jeżeli sąd usunie WIBOR z umowy, rata kredytu spadnie (zostanie sama marża), a nadpłacone odsetki mogą podlegać zwrotowi. W skrajnych przypadkach unieważnienie umowy sprawi, że kredytobiorca odda bankowi tylko nominalnie pożyczony kapitał, bez odsetek – co w warunkach wysokich stóp procentowych byłoby ogromnym zyskiem dla konsumenta. Trzeba jednak podkreślić, że każda sprawa jest inna – nie wszyscy kredytobiorcy automatycznie wygrają, zwłaszcza jeśli ich umowy były zawarte już po wejściu w życie BMR (2018 r.) i zawierają bardziej rozbudowane klauzule informacyjne. Na pewno jednak świadomość prawna klientów wzrośnie, a banki będą musiały konkurować nie tylko ceną, ale i przejrzystością produktów. Już teraz obserwujemy zmianę praktyk – nowe umowy hipoteczne są pisane bardziej klarownym językiem, pojawiają się obszerne informatory o ryzyku stopy procentowej, a nawet oferty oprocentowania stałego, co kilka lat temu było rzadkością. To pozytywny skutek uboczny całego sporu o WIBOR: banki muszą traktować klientów bardziej fair, by uniknąć przyszłych sporów.

 

  • Dla rynku finansowego: Szeroka skala kwestionowania WIBOR-u może mieć konsekwencje systemowe. Po pierwsze, istnieje ryzyko destabilizacji krótkoterminowej – jeśli w jednym momencie dziesiątki tysięcy kredytów staną się de facto niżej oprocentowane (np. tylko marżą) lub bezodsetkowe, wpłynie to na wyniki finansowe banków, ich zdolność kredytową i być może skłonność do akcji kredytowej w przyszłości. Banki mogą stać się bardziej ostrożne w udzielaniu nowych kredytów, zabezpieczając się przed ryzykiem prawnym, co może przełożyć się na trudniejszy dostęp do finansowania dla klientów. Z drugiej strony, oczyszczenie systemu ze wskaźnika obarczonego wadami może długofalowo przynieść poprawę zaufania do rynku. Planowana zamiana WIBOR na POLSTR jest krokiem w kierunku zwiększenia wiarygodności benchmarków. Dzięki reformie benchmarków docelowo otrzymamy bardziej transparentny i odporny na manipulacje mechanizm wyznaczania stóp odniesienia. Niemniej jednak okres przejściowy do 2027 r. będzie wymagający – sektor musi poradzić sobie jednocześnie z implementacją POLSTR i z rozliczaniem „rachunku krzywd” po WIBOR-ze. Możliwe, że nadzór finansowy (KNF) czy legislatorzy podejmą interwencje, by zminimalizować ewentualne negatywne skutki dla stabilności sektora bankowego (np. poprzez rozłożenie obciążeń banków w czasie lub wsparcie ugód z klientami). W skrajnym scenariuszu, jeśli skala przegranych banków w sądach będzie ogromna, dyskutowane mogą być rozwiązania systemowe – np. fundusz kompensacyjny, choć na razie to czysta spekulacja.

Podsumowując, spór o WIBOR dopiero wchodzi w decydującą fazę. Opinia TSUE dodała kredytobiorcom argumentów i nadziei, ale nie zamyka tematu – ostateczne rozstrzygnięcia zapadną w sądach krajowych, które staną przed trudnym zadaniem wyważenia racji. Pewne jest, że WIBOR utracił aurę niepodważalnego, obiektywnego wskaźnika – ujawnione wady systemowe i konflikty interesów nadszarpnęły jego reputację na dobre. Nawet jeśli formalnie nie udowodniono manipulacji, WIBOR nie oparł się krytyce co do swojej rynkowej legitymacji. Dla tysięcy kredytobiorców oznacza to szansę na sprawiedliwość – na odzyskanie nadpłaconych odsetek czy uwolnienie się od niesprawiedliwych warunków umowy. Dla banków – lekcję pokory i konieczność dostosowania się do nowych realiów transparentności. A dla regulatorów – impuls, by szybciej wdrożyć zmiany zapewniające, że taka sytuacja jak z WIBOR-em już się nie powtórzy. Rynek finansowy opiera się na zaufaniu, a przykład WIBOR-u pokazał, jak łatwo to zaufanie podważyć, gdy mechanizmy są nieprzejrzyste. Kolejne miesiące i lata zdefiniują na nowo reguły gry – miejmy nadzieję, że z korzyścią dla stabilności systemu i ochrony konsumentów.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *