Kancelaria WIBOR: Po opinii TSUE unieważnienie kredytów z WIBOR staje się realne. Wyjaśniamy, dlaczego banki są w błędzie.
Prawnicy reprezentujący interesy banków, w ostatnio publikowanych artykułach sugerują, że TSUE nie nakłada na banki nowych obowiązków informacyjnych i zasadniczo potwierdza status quo w sporach o kredyty złotówkowe o zmiennym oprocentowaniu. Jako kancelaria od lat reprezentująca kredytobiorców w tych sporach, czujemy się w obowiązku sprostować ten nadmierny optymizm. Dokładna analiza opinii Rzecznika Generalnego z 11 września 2025 r. (sprawa C-471/24), w konfrontacji z orzecznictwem TSUE (m.in. wyroki Kásler, Gómez del Moral Guasch, Banco Primus, Dziubak), dyrektywą 93/13/EWG o nieuczciwych warunkach umownych oraz przepisami takimi jak rozporządzenie BMR, prowadzi do odmiennych wniosków. Opinia ta nie ogranicza uprawnień konsumentów – przeciwnie, potwierdza możliwość badania i podważania klauzul WIBOR. Banki miały obowiązek zapewnić pełną przejrzystość mechanizmu oprocentowania – nie tylko formalną, ale i materialną (rzeczywistą zrozumiałość działania WIBOR dla przeciętnego klienta). Sądy krajowe mogą i powinny oceniać uczciwość warunków umownych odnoszących się do WIBOR, nawet jeżeli nie wnikają w samą metodologię indeksu. Porównywanie oprocentowania WIBOR + marża do odsetek ustawowych okazuje się zbyt daleko idącym uproszczeniem. A wreszcie – działania kancelarii reprezentujących kredytobiorców nie są żadną „nadinterpretacją”, lecz realizacją unijnego standardu ochrony konsumenta. Poniżej, w sposób rzeczowy lecz stanowczy, punkt po punkcie polemizujemy z tezami prezentowanymi przez banki i ich pełnomocników.
Bankowe tezy o opinii TSUE – na czym polega „optymizm”?
Prawnik reprezentujący interesy banków w tekście opublikowanym 26 września 2025 r. przedstawił szereg twierdzeń uspokajających sektor bankowy co do skutków opinii Rzecznika Generalnego TSUE. Warto je najpierw streścić, zanim skonfrontujemy z prawem i orzecznictwem:
- Brak obowiązku wyjaśniania metody WIBOR: Z opinii wynika, że bank nie ma obowiązku informować kredytobiorcy o sposobie ustalania (metodzie wyznaczania) wskaźnika WIBOR. Wystarczy podać ogólne dane – nazwę indeksu, tożsamość administratora (GPW Benchmark) oraz informację o potencjalnych konsekwencjach zmiennej stopy – i na tym rola banku się kończy. Szczegółowe informacje o metodologii są przecież publicznie dostępne (w dokumentacji administratora publikowanej na stronie GPW Benchmark zgodnie z wymogami rozporządzenia BMR). Twierdzenie, że bank sam musi klientowi „wyłożyć wzór na WIBOR”, określane jest jako nadinterpretacja opinii TSUE.
- Sąd nie może badać indeksu jako takiego: Kolejna teza głosi, że sądy cywilne nie są uprawnione do badania samej metody ustalania WIBOR ani kwestionowania prawidłowości indeksu jako takiego – kontrola w ramach dyrektywy 93/13/EWG może dotyczyć jedynie klauzuli umownej odsyłającej do WIBOR, a nie konstrukcji indeksu. Rzecznik Generalny miał wyraźnie zaznaczyć, że ocena metodologii wskaźnika referencyjnego wykracza poza zakres dyrektywy (gdyż od tego jest rozporządzenie BMR i nadzór administracyjny). Innymi słowy, według tej narracji „WIBOR jest nie do ruszenia” – jedyne, co wolno zbadać, to czy bank dopełnił obowiązków informacyjnych względem klienta przy zawieraniu umowy.
- Klauzula „WIBOR + marża” to normalny mechanizm rynkowy: Argumentuje się, że formuła zmiennego oprocentowania oparta na stawce referencyjnej plus marża banku nie jest niczym nadzwyczajnym ani podstępnym. Wręcz przeciwnie – „de facto tożsama” konstrukcja występuje w prawie polskim przy odsetkach ustawowych, gdzie stopa procentowa to suma stopy referencyjnej NBP i stałego dodatku 3,5 punktu procentowego. Sugeruje to, że skoro ustawodawca sam stosuje model „zmienny wskaźnik + stały spread”, to trudno uznać taką klauzulę za rażąco nieuczciwą – mechanizm WIBOR został „uprawomocniony” przez analogię do przepisów i rynkowej praktyki. W efekcie – zdaniem autora – oprocentowanie kredytu oparte na WIBOR podąża za rynkiem podobnie jak odsetki ustawowe, więc nie dochodzi tu do narzucenia konsumentom nietypowych czy jednostronnie arbitralnych warunków.
- Brak pełnej przejrzystości ≠ automatyczna abuzywność: Przypomina się ugruntowaną wykładnię, że nawet jeśli klauzula nie jest w pełni przejrzysta, nie oznacza to jeszcze automatycznie jej nieuczciwości. Innymi słowy, nawet jeśli bank niedostatecznie poinformował klienta (co skutkuje niespełnieniem wymogu przejrzystości z dyrektywy 93/13), to jest to dopiero wstęp do dalszej analizy – sąd musi następnie ocenić, czy taki niejasny warunek powoduje istotną nierównowagę praw i obowiązków na niekorzyść konsumenta oraz czy przedsiębiorca działał wbrew wymogom dobrej wiary (naruszył dobre obyczaje). Dopiero kombinacja braku przejrzystości i negatywnych skutków ekonomicznych dla klienta pozwala uznać klauzulę za abuzywną. W rezultacie – podkreśla się – unieważnienie umowy z powodu WIBOR-u to scenariusz wyjątkowy i rzadki; najpierw trzeba wykazać realną szkodliwość klauzuli dla konsumenta, a nie tylko braki informacyjne.
- Opinia to jeszcze nie wyrok – daleko do przełomu: Na koniec tonuje się emocje, zaznaczając, że opinia Rzecznika Generalnego nie jest prawnie wiążąca dla TSUE i wyrok może być inny. Zdaniem autora na ostateczne rozstrzygnięcie poczekamy do przełomu 2025/2026, a do tego czasu niewiele się zmieni. Co więcej – zauważa się – opinia w ogóle nie odpowiada na pytanie, co zrobić z umową w razie abuzywności WIBOR (TSUE najpewniej pominie w wyroku to zagadnienie). Można odnieść wrażenie, że według tej narracji „na razie nic się nie stało” – konsumenci nie powinni popadać w euforię, bo być może TSUE nie da im wcale mocnego oręża, a już na pewno nie przesądzi losu kredytów poprzez nakaz ich masowego unieważniania.
Tak zarysowane tezy strony bankowej brzmią uspokajająco – lecz czy wytrzymują konfrontację z faktami, prawem unijnym i dotychczasowym dorobkiem TSUE? Poniżej analizujemy każdą z nich, opierając się na opinii Rzecznika Generalnego z 11.09.2025 r., kluczowych wyrokach TSUE oraz przepisach regulujących transparentność i uczciwość warunków umownych.
Czy bank musi tłumaczyć, jak oblicza się WIBOR? Obowiązek transparentności informacyjnej
Stawia się tezę, że bank nie musi szczegółowo wyjaśniać klientowi metodologii ustalania WIBOR – wystarczy podać nazwę indeksu, wskazać administratora i poinformować o możliwych konsekwencjach zmian stopy. Rzeczywiście, opinia Rzecznika Generalnego potwierdziła, że prawo nie nakłada na kredytodawcę obowiązku wręczania klientom „matematycznego podręcznika” obliczania WIBOR. Sama Rzecznik zauważyła, iż ogólne informacje o metodzie wynikają z przepisów (rozporządzenie BMR), a szczegółowe dane publikowane są przez administratora indeksu (GPW Benchmark). Dostęp do tych informacji jest zatem zapewniony – przynajmniej teoretycznie – każdemu zainteresowanemu. W tym punkcie można zgodzić się z autorem polemiki: unijne regulacje (BMR oraz dyrektywa 2014/17/UE o kredycie hipotecznym) faktycznie wymagają, by bank ujawnił konsumentowi co najmniej nazwę zastosowanego wskaźnika referencyjnego, nazwę administratora oraz informację o potencjalnych konsekwencjach finansowych wynikających ze zmiennego oprocentowania. Taki obowiązek informacyjny wszedł do polskiego porządku prawnego wraz z implementacją dyrektywy 2014/17 (czyli w 2017 r.), gdy zaczęto stosować standardowy formularz informacyjny dla kredytów hipotecznych.
Kluczowy jest jednak kontekst i „niuans”, który pomijany jest w polemice. Sama formalna dostępność danych na stronie internetowej czy w Dzienniku Ustaw nie zwalnia banku z obowiązku należytego poinformowania konsumenta w sposób dla niego przystępny. Od lat orzecznictwo TSUE kładzie nacisk na to, że warunek umowny musi być sformułowany jasno i zrozumiale z punktu widzenia przeciętnego konsumenta, tak aby mógł on ocenić konsekwencje finansowe swojego zobowiązania. Innymi słowy – obowiązuje przejrzystość materialna, a nie tylko formalna. W przypadku tak skomplikowanych wskaźników jak WIBOR (czy hiszpański IRPH, do którego zaraz nawiążemy), konsument powinien otrzymać prostym językiem przedstawiony mechanizm kształtowania się oprocentowania oraz jego potencjalny wpływ na wysokość rat. To nie oznacza, że bank ma uczyć klienta wzoru matematycznego – lecz musi wyjaśnić działanie WIBOR-u na tyle, by konsument rozumiał, z jakiego typu indeksu wynika oprocentowanie jego kredytu, od czego on zależy i jakie niesie ryzyko.
W głośnej sprawie Gómez del Moral Guasch (TSUE, C‑125/18, wyrok z 3 marca 2020 r.), dotyczącej właśnie kredytu o zmiennym oprocentowaniu opartym na indeksie IRPH, Trybunał jasno wskazał, jakiego rodzaju informacji bank powinien udzielić klientowi. Po pierwsze, nie wystarcza sama nazwa wskaźnika – konsument musi mieć przedstawione cechy charakterystyczne indeksu i wiedzieć, czym różni się on od innych dostępnych rozwiązań. Po drugie, należy zaprezentować klientowi dane pozwalające ocenić wpływ indeksu na kredyt – przykładowo, wskazać historyczne wartości stawki lub przedstawić symulację, jak zmiana indeksu wpłynie na wysokość rat. TSUE uznał, że zaniedbanie takich wyjaśnień oznacza naruszenie wymogu przejrzystości – klient, nie rozumiejąc do końca mechanizmu, nie jest w stanie przewidzieć kosztów kredytu, co prowadzi do potencjalnej nieuczciwości warunków. Innymi słowy, brak przedstawienia pełnego obrazu działania indeksu i związanego z nim ryzyka pozbawia konsumenta możliwości podjęcia świadomej decyzji i jest sprzeczny z zasadą transparentności wyrażoną w dyrektywie 93/13.
Opinia Rzecznika Generalnego jest w pełni spójna z powyższym standardem. Rzecznik wyjaśniła, że przedsiębiorca musi przekazać konsumentowi informacje w sposób wystarczająco precyzyjny i dokładny o nazwie wskaźnika referencyjnego, nazwie administratora oraz o potencjalnych konsekwencjach dla konsumenta wynikających ze stosowania danego wskaźnika – tak, aby umożliwić konsumentowi oszacowanie przede wszystkim całkowitego kosztu kredytu. Sposób dostarczenia tych informacji (bezpośrednio przez bank lub np. poprzez odesłanie do publicznych źródeł) musi finalnie spowodować, że informacje te w pełni ujawniają zastosowaną metodę i główne czynniki powodujące wahania stawki wskaźnika, nie dając przy tym zniekształconego obrazu charakteru indeksu. To niezwykle ważny passus opinii: wynika z niego, że podanie samej nazwy i ogólnikowej formuły nie wystarczy, jeśli nie zapewnia konsumentowi rzeczywistego zrozumienia mechanizmu zmienności oprocentowania. Bank musi tak przekazać informacje (choćby odsyłając do prospektu czy dokumentacji), by ujawnić konsumentowi, jak WIBOR jest opracowywany i od jakich głównych czynników zależy jego poziom.
Co więcej, Rzecznik Generalny podkreśliła, że ani prawo polskie, ani unijne nie narzucały bankom obowiązku stosowania akurat WIBOR-u do kalkulacji oprocentowania kredytów hipotecznych. To oznacza, że wybór tego wskaźnika był autonomiczną decyzją banków – a skoro tak, to bank odpowiada też za rzetelne przedstawienie klientowi skutków takiego wyboru. Nie można zasłaniać się argumentem, że „WIBOR jest przecież oficjalnym wskaźnikiem, publikowanym w internecie, więc klient sam mógł sprawdzić”. Przeciętny konsument nie śledzi na co dzień serwisów finansowych KNF czy strony GPW Benchmark – to bank jako profesjonalista dysponuje wiedzą i powinien w przejrzysty sposób tę wiedzę przekazać klientowi. W praktyce – jak pokażemy dalej – przed 2017 rokiem standardem było, że banki ograniczały się do lakonicznej wzmianki w umowie („oprocentowanie = WIBOR 3M + marża X%”), ewentualnie dodawały zdanie w regulaminie o możliwości zmiany stóp, ale nie tłumaczyły mechanizmu. Rzecznik TSUE wyraźnie wskazuje, że takie minimalistyczne podejście mogło naruszać wymóg przejrzystości, skoro konsument nie miał pełnej świadomości, na co się godzi.
Podsumowując tę kwestię: Opinia TSUE absolutnie nie stwierdza, że „banki nie muszą informować o sposobie ustalania WIBOR” – przeciwnie, precyzuje, jak muszą informować, by spełnić wymóg przejrzystości. Dyrektywa 93/13 nie nakłada na bank obowiązku tłumaczenia całej metodologii algorytmu. Nie oznacza to jednak przyzwolenia na informacyjny minimalizm. Jeżeli bank ograniczał się do podania nazwy indeksu i nie wyjaśnił klientowi, jak ten indeks działa i jakie ryzyko ze sobą niesie, to – zdaniem TSUE – warunek umowny nie został sformułowany prostym i zrozumiałym językiem. A to otwiera drogę do uznania go za nieuczciwy, o czym poniżej. Z tego powodu określanie postulatu pełniejszego informowania klientów o WIBOR-ze mianem „nadinterpretacji” jest nieuzasadnione. W gruncie rzeczy jest to interpretacja wprost wymogów transparentności z dyrektywy 93/13, potwierdzona orzecznictwem TSUE (choćby wspomnianym wyrokiem w sprawie IRPH). Przedstawianie tego jako wydumanego wymysłu prawników konsumentów byłoby retoryczną manipulacją – chodzi przecież o zasadniczy element ochrony konsumenta wynikający z ducha i litery prawa unijnego.
Granice kontroli sądowej WIBOR: indeks czy klauzula?
Nie budzi wątpliwości, że sąd krajowy nie może „ustalać na nowo” wskaźnika referencyjnego ani ingerować w jego metodologię w ramach kontroli abuzywności. Rzecznik Generalny jasno stwierdziła, że badanie sposobu wyznaczania indeksu WIBOR wykracza poza zakres dyrektywy 93/13. Zgodnie z art. 1 ust. 2 tej dyrektywy, jej przepisów nie stosuje się do warunków odzwierciedlających bezwzględnie wiążące normy prawa państwa – a chociaż WIBOR nie jest „normą prawa”, to jego metodologia podlega reżimowi rozporządzenia BMR i nadzorowi KNF. TSUE doprecyzował w omawianej opinii, że sąd nie jest właściwy do oceniania, czy sam indeks jest skonstruowany prawidłowo, ponieważ tym zajmują się organy nadzoru i przepisy sektorowe.
Co jednak z tego wynika (a czego już tak wyraźnie nie akcentuje się w polemice)? Otóż to, że przedmiotem kontroli sądu jest umowna klauzula zmiennego oprocentowania odsyłająca do WIBOR. Sąd bada zatem, czy sam zapis umowy – wprowadzający do niej wskaźnik referencyjny – został sformułowany uczciwie i przejrzyście. Innymi słowy: konsument nie może zarzucać, że „WIBOR jest nielegalny” lub że „metoda jego liczenia jest wadliwa” w oderwaniu od swojej indywidualnej umowy. Może natomiast zarzucać, że klauzula oprocentowania w jego umowie jest nieuczciwa, np. dlatego, że bank nie wyjaśnił mu należycie zasad działania WIBOR-u i ryzyka z tym związanego. To subtelne rozróżnienie, które – naszym zdaniem – wcale nie ogranicza ochrony konsumentów, a jedynie porządkuje tok argumentacji. Powództwa „wiborowe” już teraz nie dotyczą abstrakcyjnie wskaźnika WIBOR, tylko konkretnych umów i konkretnych zaniedbań informacyjnych banku. Wbrew niektórym obawom, nikt nie domaga się, by sąd cywilny zmieniał sposób kalkulacji WIBOR-u ani go „naprawiał” – sądy mają oceniać uczciwość postanowień umownych odsyłających do tego wskaźnika.
Opinia TSUE potwierdza więc dopuszczalność takiej kontroli: „Unijne prawo pozwala na ocenę nieuczciwego charakteru warunku umowy kredytu hipotecznego przewidującego zmienne oprocentowanie oparte na WIBOR 6M, jeżeli warunek ten nie został sformułowany prostym i zrozumiałym językiem”. Rzecznik Generalny dodała, że skoro żaden przepis nie nakazuje stosować WIBOR-u, to nic nie stoi na przeszkodzie, by sąd sprawdził, czy wpisanie go do umowy było uczciwe. Zielone światło zostało więc zapalone: dyrektywa 93/13 ma zastosowanie do oceny klauzul WIBOR-owych w polskich kredytach złotowych. To bardzo ważna deklaracja, bo banki przez lata sugerowały coś przeciwnego – jakoby WIBOR był elementem „urzędowym”, a przez to wyjętym spod kontroli. Teraz mamy jasność: WIBOR nie jest żadną świętością ani wartością prawem nakazaną – to tylko narzędzie wybrane przez bank, podlegające ocenie jak każdy inny warunek umowny.
Rzecz jasna, sąd nie będzie analizował wzoru matematycznego WIBOR (czy np. kwestionował, że opiera się na deklaracjach banków, a nie faktycznych transakcjach) – bo to sprawy techniczne, nad którymi czuwa administrator i KNF. Natomiast sąd może ustalić, że np. „WIBOR 3M + marża X%” wpisano do umowy bez dostatecznego wyjaśnienia i przez to klient nie mógł ocenić ryzyka, co narusza obowiązek dobrej wiary ze strony banku. Taka ocena w pełni mieści się w kompetencji sądu cywilnego. Mało tego, TSUE wskazał w swoim wcześniejszym orzecznictwie (np. w sprawie Gómez del Moral Guasch), że nawet jeśli dany wskaźnik jest regulowany przepisami i publikowany oficjalnie, to i tak nie jest wyłączony spod kontroli, jeżeli bank miał swobodę zastosowania go w umowie. W przypadku IRPH w Hiszpanii Trybunał podkreślił, że fakt publikowania indeksu w dzienniku urzędowym nie immunizuje banku – bo bank wciąż decyduje, czy użyje go w konkretnej umowie i w jaki sposób go przedstawi klientowi. Analogicznie WIBOR: od 2019 r. figuruje on w unijnym wykazie kluczowych wskaźników (co świadczy o jego znaczeniu rynkowym, ale nie oznacza nakazu jego stosowania). Banki wybrały go dobrowolnie – równie dobrze mogłyby posłużyć się inną stopą referencyjną. Dlatego nie jest prawdą, że „WIBOR-u nie da się ruszyć”. Nie da się jedynie unieważnić samego wskaźnika w oderwaniu od umowy, natomiast jak najbardziej można badać sposób, w jaki wpisano WIBOR do umowy i czy z tego tytułu nie doszło do pokrzywdzenia konsumenta.
W praktyce zatem opinia TSUE nie ogranicza masowych pozwów „wiborowych” – wskazuje tylko, na czym mają się koncentrować. Już teraz pozwy te nie kwestionują istnienia WIBOR-u jako takiego, lecz jego stosowanie w umowie bez pełnej informacji o ryzyku. Takich spraw – według danych stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu – toczy się w Polsce już ponad tysiąc. Jeżeli TSUE (zgodnie z opinią) oficjalnie potwierdzi, że kontrola klauzul WIBOR jest dopuszczalna, a braki informacyjne naruszają dyrektywę, to można oczekiwać dalszego wzrostu liczby pozwów. Wbrew sugestiom sceptyków, że „skoro nie można podważyć metodologii WIBOR, to żadnej fali pozwów nie będzie”, ciężar sporu po prostu przesuwa się na pole oceny rzetelności informacji i uczciwości warunków umownych. A tu – jak już wykazaliśmy – wiele umów sprzed lat jest wrażliwych. Banki przed 2017 r. nie prezentowały klientom symulacji wzrostu rat, nie tłumaczyły mechanizmu WIBOR-u ani tego, że jest on w istocie konsensusem ofert kilku banków (a więc potencjalnie podatny na zmowy, co zresztą było powodem powstania BMR). Te zaniedbania będą teraz w centrum uwagi sądów.
Reasumując: Słusznie zauważa się, że sąd nie obali samego WIBOR-u ani nie „naprawi” jego formuły – tego konsumenci zresztą nie oczekują. My natomiast podkreślamy, że sądy jak najbardziej mogą unieważniać klauzule umowne odsyłające do WIBOR, jeśli okażą się one nieuczciwe. A to, czy są nieuczciwe, zależy m.in. od poziomu ich transparentności oraz skutków ekonomicznych dla klienta. W tym zakresie opinia TSUE – wbrew narracji bankowej – otwiera konsumentom drogę (a przynajmniej ją potwierdza), zamiast ją zamykać.
Przejrzystość a uczciwość: dopiero początek analizy
Polemika przypomina ważną prawdę: nawet jeśli klauzula WIBOR okaże się nie w pełni przejrzysta (bo bank nie dopełnił obowiązku informacyjnego), to nie oznacza to automatycznie, że jest abuzywna i nieważna. Z tym poglądem trudno się nie zgodzić – oddaje on utrwalone orzecznictwo TSUE dotyczące dyrektywy 93/13. Rzeczywiście, zgodnie z art. 4 ust. 2 dyrektywy, postanowienia określające główny przedmiot umowy (a do takich należy wysokość oprocentowania) nie podlegają ocenie pod kątem nieuczciwości, o ile są sformułowane prostym i zrozumiałym językiem. Jeśli jednak warunek główny nie jest transparentny, traci tę „tarczę ochronną” – i sąd może zbadać jego potencjalną nieuczciwość. Sam brak przejrzystości nie przesądza jeszcze abuzywności – oznacza jedynie, że wolno dokonać pełnej analizy skutków klauzuli dla konsumenta. Trybunał wyraźnie wskazywał, że brak transparentności to dopiero pierwszy etap: potem należy ocenić, czy doszło do znaczącej nierównowagi na niekorzyść klienta i czy przedsiębiorca naruszył wymogi dobrej wiary (art. 3 ust. 1 dyrektywy). Tak orzekł m.in. TSUE w sprawie Kásler (C-26/13) – tam również najpierw stwierdzono, że klauzule przeliczeniowe nie były jasne dla konsumenta, a dopiero w kolejnym kroku badano, czy ich zastosowanie godzi w równowagę kontraktową na jego szkodę.
Zatem zgoda co do zasady: nie każda niejasna klauzula będzie uznana za nieuczciwą. Trzeba jeszcze wykazać jej negatywne konsekwencje i pewien element nielojalności po stronie banku. Akcentuje się ten fakt, tonując oczekiwania konsumentów – i słusznie, bo to właśnie na kredytobiorcy spoczywa ciężar dowodu, że w jego indywidualnej sprawie warunek WIBOR-owy został mu narzucony w sposób naruszający dobre obyczaje i powodujący istotną dysproporcję świadczeń. W praktyce będzie to oznaczać konieczność wykazania, że bank nie poinformował dostatecznie o ryzyku zmiennej stopy i w efekcie kredyt okazał się znacząco droższy lub bardziej niebezpieczny, niż klient mógł racjonalnie przypuszczać przy zawarciu umowy.
Warto jednak zauważyć, że w kontekście kredytów złotowych z WIBOR-em wykazanie takich okoliczności bywa prostsze, niż się wydaje. Po pierwsze, wiele umów było zawieranych w okresie rekordowo niskich stóp (2014–2017) – a banki często nie uprzedzały klientów, jak drastycznie może wzrosnąć rata przy skokowym wzroście WIBOR-u. W materiałach marketingowych podkreślano raczej korzyści niż ryzyka. Brak rzetelnego przedstawienia ryzyka zmiennych stóp może być potraktowany przez sąd jako działanie wbrew dobrej wierze – konsument nie był świadomy możliwych konsekwencji, więc nie podjął w pełni świadomej decyzji (został niejako pozbawiony możliwości „obrony własnych interesów” przy zawieraniu umowy). Po drugie, trzeba porównać sytuację konsumenta z alternatywnymi scenariuszami. I tu powraca przywoływane orzeczenie Banco Primus (C-421/14). TSUE wskazał w nim, że oceniając uczciwość klauzuli odsetkowej, sąd powinien porównać metodę obliczania odsetek przewidzianą w umowie z innymi metodami stosowanymi na rynku, a zwłaszcza ze stawką odsetek ustawowych. Celem jest sprawdzenie, czy mechanizm oprocentowania narzuca konsumentowi mniej korzystne warunki, niż te które by obowiązywały, gdyby strony nie umówiły się inaczej.
Słusznie przypomina się o tym teście i zauważa (trafnie), że polski ustawodawca też operuje modelem „stopa bazowa + marża stała”, co w pewnym sensie upodabnia klauzulę WIBOR do odsetek ustawowych. Zwraca się jednak uwagę jedynie na podobieństwo konstrukcji matematycznej, pomijając aspekt ilościowy. Tymczasem TSUE wymaga porównania rzeczywistych poziomów oprocentowania, a nie tylko wzorów. To, czy klauzula WIBOR jest dla konsumenta niekorzystna, zależy od tego, ile realnie płacił i jak się to ma do innych stóp. Jeżeli np. okaże się, że kredytobiorca przez lata spłacał odsetki według stawki WIBOR 6M + marża 2%, podczas gdy odsetki ustawowe w tym okresie wynosiły średnio (NBP + 3,5) – dajmy na to – o 0,5 punktu procentowego mniej, to w skali wieloletniego kredytu ta różnica mogła wygenerować dziesiątki tysięcy złotych dodatkowego kosztu. To jest właśnie potencjalna „istotna nierównowaga” na niekorzyść konsumenta. Z kolei jeśli różnice były minimalne lub oprocentowanie WIBOR+marża wypadało podobnie jak poziom stóp ustawowych, wtedy trudno mówić o naruszeniu interesów klienta. Każdą sytuację trzeba zbadać na konkretnych danych.
W ogóle nie wchodzi się w takie pogłębione porównania – poprzestaje na stwierdzeniu o „tożsamej de facto metodzie” i analogii do modelu ustawowego. To może u mniej zorientowanego czytelnika wywołać wrażenie, że skoro wzory matematyczne są podobne, to żadnej nieuczciwości być nie może. Tymczasem, jak pokazaliśmy, diabeł tkwi w szczegółach liczbowych. Warto tu odnotować np. że historycznie WIBOR 3M zazwyczaj przewyższał stopę referencyjną NBP o ok. 0,2–0,3 pkt proc. (czyli niejako zawierał pewną dodatkową premię rynkową). Do tego dochodziły zróżnicowane marże banków – w latach boomu kredytowego bywały one wyższe niż 2%, zwłaszcza dla klientów o mniejszym wkładzie własnym. Summa summarum, realne oprocentowanie wielu kredytów WIBOR-owych mogło być istotnie wyższe niż ustawowe. Bez przeprowadzenia takiej analizy ekonomicznej argument „WIBOR jest jak stopa ustawowa” pozostaje półprawdą wymagającą weryfikacji. Jest to bardziej chwyt retoryczny (pokazanie analogii do przepisów prawa, by uprawomocnić klauzulę) niż pełnoprawna ocena skutków dla konsumenta.
Brak przejrzystości to dopiero wrota do analizy, a nie automatyczne unieważnienie klauzuli. My jednak zwracamy uwagę, że w praktyce wiele klauzul WIBOR może spełnić także drugi warunek abuzywności, tj. powodować znaczącą nierównowagę. Zwłaszcza jeśli udowodni się, że bank działał nielojalnie, przemilczając pewne fakty lub wykorzystując swoją przewagę informacyjną. Przykładowo – jeżeli bank wiedział, że formuła WIBOR może być dla klienta niejasna (choćby dlatego, że w 98% opiera się na deklaracjach ofertowych banków, a tylko w 2% na faktycznych transakcjach), i nie uprzedził o tym konsumenta, to naruszył zasadę lojalności kontraktowej. Takie zachowanie wypełnia przesłankę działania wbrew dobrej wierze, o której mowa w dyrektywie. W efekcie – jak zauważa Rzecznik Generalny – zapis może zostać uznany za nieuczciwy.
Podsumowując: to prawda, że nie każda nieprzejrzysta klauzula WIBOR automatycznie „wylatuje z umowy”. Konsument w sądzie będzie musiał wykazać, że brak przejrzystości przekładał się na jego niekorzyść (np. droższy kredyt, zaskoczenie wysokością rat) oraz że bank nie zachował się fair. W wielu sprawach może to wymagać opinii biegłego i porównań ekonomicznych. Jednak opinia TSUE absolutnie nie wyklucza uznawania klauzul WIBOR za abuzywne – przeciwnie, wskazuje sądom, jak to robić prawidłowo. Co istotne, Rzecznik Generalny nie stwierdziła nigdzie, jakoby stwierdzenie abuzywności WIBOR-u miało być „rzadkim scenariuszem”. Wręcz przeciwnie, zaznaczyła konieczność indywidualnej oceny w każdej sprawie. Jeśli więc w jakimś banku praktyka informacyjna była słaba i klient poniósł tego negatywne konsekwencje, to unieważnienie klauzuli (a w razie potrzeby – całej umowy) jest jak najbardziej realną perspektywą. O tym, jakie mogą być tego skutki, w następnym punkcie.
Skutki abuzywności klauzuli WIBOR: unieważnienie czy „odwiborowanie”?
W artykule zwrócono uwagę, że Rzecznik Generalny nie odpowiedziała na czwarte pytanie prejudycjalne Sądu Okręgowego w Częstochowie – to o ewentualną możliwość utrzymania umowy kredytu w mocy z oprocentowaniem opartym wyłącznie na marży banku (czyli mówiąc obrazowo: „kredyt bez WIBOR-u”). Trybunał poprosił AG o opinię tylko co do pytań 1–3, pomijając zagadnienie skutków abuzywności. W związku z tym słusznie przypuszcza się, że TSUE w wyroku też może zostawić kwestię skutków do rozstrzygnięcia sądowi krajowemu. Zdaje się jednak wyciągać stąd dalej idący wniosek, że skoro brak jest wytycznych TSUE co do skutków, to konsumenci i tak niewiele wskórają. To nie do końca tak. Brak odpowiedzi na pytanie 4 nie oznacza, że sprawa jest błaha albo że unieważnienie umów jest wykluczone. Po prostu Trybunał konsekwentnie stosuje zasadę, że najpierw muszą zapaść ustalenia co do abuzywności, a dopiero gdy klauzula jest uznana za nieuczciwą, powstaje problem, co dalej z umową (to rozstrzyga już sąd krajowy w oparciu o art. 6 ust. 1 dyrektywy i orzecznictwo krajowe).
W polskich realiach wypracowano już podejście do analogicznych sytuacji na bazie sporów o kredyty walutowe. Jeśli klauzula główna umowy zostaje uznana za abuzywną, z reguły prowadzi to do upadku całej umowy – chyba że konsument wyraźnie zgodzi się na utrzymanie umowy przy jednoczesnym „uzdrowieniu” klauzuli (np. poprzez zastąpienie nieuczciwego mechanizmu kursem średnim NBP, albo – teoretycznie – pozostawienie samej marży jako oprocentowania). Takie rozwiązanie wynika m.in. z wyroku TSUE w sprawie Dziubak (C-260/18). Trybunał podkreślił tam, że po usunięciu niedozwolonego warunku umowa może dalej obowiązywać tylko za zgodą konsumenta – jeśli konsument nie wyraża woli kontynuacji, sąd nie może uzupełniać umowy na siłę innym wskaźnikiem, lecz powinien ją unieważnić w całości. To samo potwierdzono m.in. w wyroku Gómez del Moral Guasch w kontekście IRPH: sąd nie może jednostronnie „dopisać” korzystnej dla banku marży ujemnej ani zastąpić indeksu innym, chyba że przepisy krajowe przewidują takie dyspozytywne rozwiązanie (w Polsce nie przewidują). Innymi słowy, jeśli klauzula WIBOR w umowie zostanie uznana za nieuczciwą – a jej eliminacja sprawia, że nie da się dalej wykonywać kontraktu na dotychczasowych zasadach – to sąd co do zasady powinien móc unieważnić umowę. Może oczywiście zapytać konsumenta, czy ten woli jednak utrzymać umowę z samą marżą (stałym oprocentowaniem równym marży) – takie rozwiązanie pojawia się czasem w orzecznictwie krajowym, np. niektóre sądy utrzymują kredyty CHF w mocy po odfrankowieniu, jeżeli klient tego chce. Rzecznik Generalny wcale nie zanegowała takiej możliwości – po prostu nie zabrała głosu, bo nie było to potrzebne do rozstrzygnięcia pytań 1–3.
Trzeba mocno podkreślić: milczenie TSUE w sprawie skutków nie oznacza, że „konsumenci nic nie zyskują”. Wprost przeciwnie – oznacza, że wejdą do gry ogólne reguły, które w unijnym prawie konsumenckim są bardzo surowe dla nieuczciwych przedsiębiorców. Zgodnie z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13, nieuczciwy warunek nie wiąże konsumenta, a umowa co do zasady obowiązuje dalej bez tego warunku, chyba że okaże się to niemożliwe. W przypadku kredytu oprocentowanego zmienną stopą eliminacja wskaźnika WIBOR oznacza brak uzgodnionej stopy procentowej – pytanie, czy umowa może trwać z samą marżą (jako stałym oprocentowaniem). Ponieważ marża jest tylko częścią świadczenia odsetkowego, wielu prawników stoi na stanowisku, że umowa w tak okrojonym kształcie zmieniałaby swój główny charakter i dlatego powinna upaść. Tak też sugerował Sąd Okręgowy w Częstochowie, zadając pytania do TSUE (skoro spytał, czy wolno zostawić umowę z marżą, to znaczy że widział ryzyko nieważności). Jeśli TSUE w wyroku nie da jednoznacznej odpowiedzi, polski sąd będzie musiał sam rozstrzygnąć – zapewne biorąc pod uwagę wskazówki z orzeczeń frankowych. A tam kierunek jest jasny: nie wolno „naprawiać” umowy wbrew woli konsumenta. Zatem jeśli kredytobiorca nie zgodzi się na dalsze trwanie umowy bez WIBOR-u, sąd powinien ją unieważnić, ponieważ inaczej doszłoby do ochrony banku kosztem konsumenta, sprzecznej z prewencyjnym celem dyrektywy.
W takim wypadku kredytobiorca zwraca kapitał, a bank oddaje wszystkie pobrane raty odsetkowe (rozliczenie ex tunc). Jeżeli natomiast konsument zechce utrzymania umowy i wystąpi z żądaniem tzw. odwiborowania (pozostawienia samej marży jako oprocentowania), sąd może rozważyć i taki scenariusz – ale tylko za zgodą klienta i o ile uzna, że to rozwiązanie nie wypacza pierwotnego charakteru umowy. Warto tu zaznaczyć, że marże w umowach były ustalane z założeniem istnienia zmiennej stopy bazowej – same marże (np. 1–3%) zazwyczaj nie rekompensują bankowi kosztu pozyskania kapitału w długim terminie. Bank zapewne będzie argumentował, że umowa z samą marżą byłaby sprzeczna z jego uzasadnionym interesem (bo udzieliłby de facto bardzo nisko oprocentowanej pożyczki). Z kolei konsument może wskazywać, że skoro bank zawinił stosując klauzulę abuzywną, to sam jest sobie winien utraty wynagrodzenia odsetkowego. To wszystko są kwestie, które będą dyskutowane na salach sądowych – jednak to nie TSUE będzie je ostatecznie rozstrzygał, tylko polskie sądy, korzystając z ogólnych zasad.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że opinia Rzecznika Generalnego absolutnie nie wyklucza unieważniania umów kredytowych z WIBOR-em. Wręcz przeciwnie – przyznając, że klauzule te podlegają kontroli i mogą być uznane za nieuczciwe, Rzecznik otwiera drogę do takich rozstrzygnięć, jeśli zawiodłyby mniej radykalne środki. Ma się rację, że sama opinia jeszcze niczego nie unieważnia – ale już teraz wywołuje realne skutki procesowe. Wiemy z praktyki, że niektórzy sędziowie wstrzymują się z wydawaniem wyroków w sprawach WIBOR do czasu wyroku TSUE, a niekiedy udzielają zabezpieczeń (zawieszając obowiązek płacenia odsetek ponad marżę) w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie, oceniając prawdopodobieństwo abuzywności klauzuli WIBOR właśnie w świetle tej opinii. Innymi słowy – już sama opinia, choć formalnie niewiążąca, wzmocniła pozycję konsumentów w sądach. A zazwyczaj wyroki TSUE są zgodne z wnioskami rzeczników generalnych.
Podsumowując ten wątek: unieważnienie umowy kredytu z powodu WIBOR-u nie jest ani niemożliwe, ani czysto teoretyczne. To realna sankcja za stosowanie nieuczciwego warunku – sankcja, która w ostatnich latach została wielokrotnie zastosowana w sprawach frankowych. W kontekście WIBOR-u zapewne zobaczymy zróżnicowane orzeczenia: czasem sądy mogą próbować utrzymać umowę (np. z samą marżą), zwłaszcza gdy konsument na tym skorzysta i sam o to wnosi. Nierzadko jednak może zapaść wyrok unieważniający cały kontrakt, jeśli okaże się, że inaczej konsument ponosiłby nieusprawiedliwioną stratę. Opinia TSUE niczego tu nie „hamuje” – przeciwnie, nakierowuje sądy na ochronę konsumenta, jeśli warunek umowny okazał się nieuczciwy. Nie ma więc podstaw, by twierdzić (nawet między wierszami), że „konsumenci i tak nic nie zyskają”. Takie sugestie byłyby zdecydowanie przedwczesne.
Wnioski: TSUE po stronie konsumentów, a nie „nadinterpretacje” prawników
Analiza opinii Rzecznika Generalnego TSUE oraz dotychczasowego orzecznictwa prowadzi do jednoznacznego wniosku: bankowy optymizm co do spraw WIBOR jest mocno na wyrost. Przytoczone tezy prawnika reprezentującego interesy banków w większości opierają się na prawdziwych twierdzeniach co do litery prawa, ale ukazują tylko jedną stronę medalu – tę najkorzystniejszą dla banków. Autor selektywnie dobrał argumenty, koncentrując się na formalnych aspektach (np. podobieństwie formuły WIBOR do stopy ustawowej, publicznej dostępności informacji w BMR) i pomijając elementy prokonsumenckie wcześniejszych wyroków (np. obowiązek rzetelnego przedstawienia działania wskaźnika). Nie dostrzega też w pełni praktycznych skutków opinii dla banków – czyli realnego ryzyka prawnego tysięcy pozwów i konieczności rozliczania się z zaniedbań informacyjnych z przeszłości.
Co najważniejsze, próbuje się przedstawiać stanowisko konsumentów jako rzekomą „nadinterpretację” czy marketing prawniczy, podczas gdy jest to nic innego jak wdrażanie standardów ochrony konsumenta wypracowanych w prawie UE. To TSUE – a nie kancelarie – wymaga, by warunki umów kredytowych były transparentne i zrozumiałe. To TSUE orzekł, że brak informacji o mechanizmie indeksu może czynić klauzulę nieuczciwą. I to wreszcie TSUE (w ślad za dyrektywą 93/13) nakłada na sądy obowiązek eliminacji nieuczciwych warunków, nawet jeśli prowadzi to do unieważnienia całej umowy. Polskie kancelarie reprezentujące kredytobiorców w sporach o WIBOR działają więc w zgodzie z prawem unijnym i orzecznictwem, a nie wbrew niemu. Ich argumenty nie są „tworzeniem nadinterpretacji”, lecz egzekwowaniem praw konsumentów, jakie gwarantuje im UE.
Opinia Rzecznika Generalnego TSUE z 11 września 2025 r. może faktycznie nie jest tak przełomowa, jak życzyłyby sobie tego media – nie „obaliła WIBOR-u” jednym zdaniem, nie pogrążyła też natychmiast banków. Jednak jej przesłanie jest klarowne: banki muszą precyzyjnie informować, jak działa WIBOR. Jeśli tego nie robiły – a wiemy, że przez lata nie robiły – to klauzule zmiennego oprocentowania mogą zostać uznane za nieuczciwe, otwierając kredytobiorcom drogę do dochodzenia swoich praw. Trybunał Sprawiedliwości UE stoi na straży ochrony konsumentów, także tych zadłużonych w złotówkach. Banki nie mogą chować się za wygodnymi interpretacjami wyrwanymi z kontekstu – w sądach liczyć się będzie pełny obraz, zgodny z duchem prawa konsumenckiego. A ten obraz jest następujący: jeśli ważny dla konsumenta mechanizm umowny (taki jak WIBOR) nie został mu przedstawiony jasno i uczciwie, umowa kredytu może upaść z winy banku. Taka konkluzja płynie i z opinii Rzecznika Generalnego, i z utrwalonej linii orzeczniczej TSUE (Kásler, Dziubak, Gómez del Moral Guasch i inne).
Na pewno przed nami jeszcze wiele sporów i argumentów – również ekonomicznych – zanim każdy przypadek zostanie rozstrzygnięty. Jednak retoryka sprowadzająca działania prokonsumenckie do „nadinterpretacji” jest chybiona. To nie prawnicy „wymyślili” problem WIBOR-u, lecz banki go stworzyły, nie zapewniając dostatecznej przejrzystości. A prawo – tak unijne, jak i krajowe – daje narzędzia, by ten problem rozwiązać z poszanowaniem słusznych interesów słabszej strony kontraktu. Opinia TSUE o WIBOR-ze te narzędzia wręcz legitymizuje. Dlatego zamiast ogłaszać przedwczesne zwycięstwo banków, lepiej, by sektor ten rzetelnie przygotował się na czekające go rozliczenia z klientami w świetle prawa konsumenckiego.
BEZPŁATNA ANALIZA UMOWY KREDYTU PLN z WIBOR
Prześlij do BEZPŁATNEJ ANALIZY swoją umowę kredytu.
Wyślij skan lub zdjęcia umowy na adres e-mail:
PLN@adwokatjsosnowski.pl
W przeciągu kilku dni roboczych dokonamy analizy i wskażemy możliwości usunięcia WIBORU z Twojej umowy, a także możliwość uzyskania natychmiastowego zabezpieczenia roszczenia.
Może to skutkować w niektórych przypadkach natychmiastowym obniżeniem raty o 75% oraz możliwością odzyskania od banku wysokich kwot.
Do przeprowadzenia analizy wymagamy pełnego skanu umowy ze wszystkimi danymi oraz wskazanie numeru kontaktowego – umowy z zasłoniętymi danymi stron nie będą podlegały analizie.
Z uwagi na duże zainteresowanie czas oczekiwania na analizę to około 10 dni roboczych.
Okresowo czas może ulec wydłużeniu.
